poniedziałek, 10 lipca 2017

Rozdział 20

Podczas wchodzenia na swoje miejsce "przypadkowo" się potknęłam i wylądowałam na kolanach wytatuowanego chłopaka.
- Ojej, przepraszam.- odparłam niewinnie po czym przeniosłam się na swoją miejscówkę, Harry spojrzał na mnie jeszcze raz, a następnie powrócił do swojego telefonu. Wiem, że zachowuję się jak idiotka czytaj Victoria, ale to początek mojego planu. Usiałam sobie wygodnie, specjalni lekko się nachylając, żeby odsłonić minimalnie moje piersi. Przy nim mogę  nawet nago chodzić i nie czułabym żadnego skrępowania. W końcu to Harry, mój Harry. Po 30-minutowej podróży, dojechaliśmy na miejsce.
- Dobra, macie wolną rękę. - oznajmiła nam Wund. Wszyscy porozchodzili się w swoich grupach, więc i my zrobiliśmy to samo. W sumie to nie wiedzieliśmy gdzie zmierzamy. Po prostu ruszyliśmy przed siebie.
- Dobra, to gdzie idziemy?- zapytała Ash
- Ja bym coś zjadł.- oznajmił Niall
- Ja chcę na zakupy- dodała Pezz
- A ja chcę się zabawić.- poinformował nas Zayn
- Ok, widzę, że mamy podzielone zdania. Proponuję iśc pozwiedzać miasto a przy okazji zahaczymy o te wszystkie miejsca.- zaproponowałam
 - Myślę, że to dobry pomysł.- skomentował Liam.
 - Czyli postanowione.- podsumował Niall. Szliśmy dość dużą grupą, przez co zajmowaliśmy całą ulicę. Irlandczyk szedł z Ash i zawzięcie o czymś dyskutowali przy czym co chwila wybuchali śmiechem, Zerrie oczywiście razem, Lou, Harry, Liam obok siebie a ja sama ale ze wszystkimi (?) Zaczęłam nucić sobie pod nosem We found love Rihanny , bo ostatnio ta piosenka wpadła mi w ucho. Przez cały czas czułam na sobie wzrok Harrego co bardzo mi odpowiadało, bo przecież o to chodziło. Doszliśmy do jakiegoś placu, gdzie były różne stoiska. Jak tylko zobaczyłam stojak z okularami od razu do niego podbiegłam, oczywiście zabierając ze sobą głodomora. Oboje mamy fazę na okulary.
- Słońce, przymierz te.- wskazał jakieś czarne ze złotymi obramówkami, po czym sam mi je załozył.
- I jak wyglądam?- zapytałam przy czym robiąc jakąś, głupią minę
- Ślicznie. - skomentował na co wybuchłam śmiechem, ponieważ on w ogóle nie umie kłamać. Te okulary miały zabawny kształt i były na mnie za duże.
- Oczywiście.- opowiedziałam sarkaztycznie, po czym szeroko się do niego uśmiechnęłam.
Jemu w zamian kazałam załozyc różowe szkła w serduszka. Niall wykonał moje polecenie, a ja nie mogłam oderwać od niego wzroku. Ten farbowany blondyn miał w sobiee tyle uroku, że mogłam patrzeć na niego całą wieczność.
- No co?- zapytał zdezorientowany
- Nic, po prostu uważam, że powinieneś je kupić.
- Czy ty mówisz poważnie?- spojrzał na mnie tak, jakby widział najbardziej niedorzeczną rzecz na świecie.
- Oczywiście, przypominasz małego chłopca, który zabłądził w garderobie starszej siostry.- i szeroko się uśmiechnęłam, z nadzieją, że mi uwierzy. Tak sie tez stało, dlatego różowe cudenka stały se własnościa Horana. Mieliśmy właśnie iść dalej, ale rozbolały mnie nogi, więc wskoczyłam Niallerowi na plecy, ale on stwierdził, że chce mnie nieść na barana, więc przeniosłam się na barki.
 - Wygodnie ci?- zapytałam
- Bardzo.- odpowiedział przekornie na co zzachichotałam
- Słyszałam, że gdzieś w okolicy jest piękne molo, możemy się tam wybrać. Co wy na to?- zaproponowałam. Po moich słowach wszyscy się zgodzili, oprócz Harrego, który nic nie powiedział. Jedynie patrzył się na mnie dziwnym wzrokiem, jakby chciał mnie nim zabić. Fakt, że był tak bardzo skupiony na mojej osobie wywoływał we mnie podniecenie.
Kierowaliśmy się w stronę wspomnianego wcześniej miejsca, niestety, ale szłam już na własnych nogach, ponieważ nie chciałam bardziej męczyć Nilla, który zapewniał mnie, że mogę nadal siedzieć na jego ramionach, jednak wiedziałam, że całe mu już zdrętwiały.
- Spokojnie, muszę przeciez jakos wrocic.- uśmiechnęłam się d niego pogodnie, co odwzajemnił. Szłam obok Perrie i rozmawiałam z nia  o najbliższym wystepie, który jest jednym z najważniejszych w historii szkoły.
- Musimy być najlepsze. Te mistrzostwa to przepustka do etapu światowego i kariery jako zespół taneczny.
- Wiem, to moze być....- nie dano mi skończyć, ponieważ czyjaś silna dłoń owinęła się wokół mojej ręki, odciągając na bok.
- Porywam ją na chwilę.- oznajmił brunet, za co chciałam mu przywalić w twarz, ale zdążyłam się powstrzymać.  Staliśmy tak parę minut, gdy w końcu Styles postanowił zabrać mnie w jakieś ustronniejsze miejsce, czyli za róg starej kamiennicy.
- Co ty wyprawiasz?- zapytałam, a ciekawość w moim głosie była tak usłyszalna, że sama się zdziwiłam. Harry, jednak nie chciał mi odpowiedzieć, jedynie zaczął wodzić nosem po mojej szyi, co wywołało u mnie uśmiech.
- Jesteś taka seksowna w tych ciuchach.- skomplementował
- Chcesz mnie poderwać?
- Nie. Chcę cię wyruchać.- szczery jak zawsze, ale spodziewałam się takiej odpowiedzi.
- Niestety, ale to jest niemożliwe. - odparłam, lekko odpychając go od siebie.
- Dlaczego? - był bardziej zdziwiony niż myślałam, że będzie.
- Dotknąłeś ust dziwki, a ja z takimi nie sypiam.
- Nie mów tak o niej.- że co?!
- Przepraszam?! Ty jej bronisz?! Dziewczyny, przez którą byłam nieprzytomna?! Bronisz suki, która za wszelką cenę chciał mnie upokorzyć?! Która, pragnęła tego, żebyśmy się rozstali, żebyś był jej?! Czy ty zdajesz sobie sprawę z tego jak bardzo...- w tym momencie przerwałam
- Jak bardzo co?- dopytywał się chłopak, a ja nie byłam pewna co mu odpowiedzieć.
- Nic.- nie chce juz z nim rozmawiać, bo ból rosnący we mnie jest zbyt duży.
- Wiem, że cię to zaraniło.- co się właśnie dzieje/
- To po co to zrobiłeś?
- Jest ładna, więc sie przelizaliśmy, ale to nic nie znaczyło. Zrobiłem to, aby cię upokorzyć. Wiem, że jestem dupkiem, jednka nic ni moge z tym zrobić. Żałuje, że sprawy między nami sie popsuły i dlatego chce to naprawic. Chcę, żebyśmy spóbowali na nowo wybudować naszą relacje i stworzyć poważny zwiazęk. Myślę, że dorosłem juz do tej decyzji, ale nie obiecuję, że bede w tym perfekcyjny, ponieważ nigdy nie byłem z dziewczyną tak na serio.- nie wierzę, Harry Styles przyznał sie do błędu.
- Szczerze, nie mam pojęcia co ci odpowiedzieć. Jeżeli będziesz posuwał mnie, wykluczając inne laski, to mogę sie zgodzić.- jego oczy zaświeciły tak, jak zawsze gdy staje sie podniecony. Nasze usta złaczyły się w namiętny pocałunek, który rozpoczynał wszystko na nowo. Nie wiem, jak to się zakończy, tak na prawdę nie wiem, czy jutro bedziemy ze sobą rozmawiac, ale jestem pewna, że nasza przygoda szybko się nie skończy.
~*~
Przepraszam za bardzo długą przerwę, nie bede tłumaczyć dlaczego ona nastapiła. Nie wiem nawet czy ktos wg tu wpadnie, ale jezeli tak, to postaram sie kontynuować bloga nawyższym o wiele poziomie niz był do tej pory. Czas na zmiany. Chciałabym, żebyscie wyrażali swoje opinie w komentarzach. 














środa, 5 sierpnia 2015

Rozdział 19

- O czym rozmawiacie?- zjawił się, niestety
- O niczym!- warknęłam, ca co on zwilżył swoje czerwone, piękne, pełne wargi i spojrzał na mnie ze złością.
 - Tutaj siedzi panie dyrektorze!- krzyknęła wycho i wskazała na mnie.
- Palcem się nie pokazuje, mama panią nie nauczyłam.- pysknęłam- Czy coś się stało proszę pana?- zapytałam niewinnie
- To ty mi powiedz Madie.- odparł, po czym się do mnie uśmiechnął.
- Nie, nic się nie stało. Po prostu pani Wund jest za bardzo przemęczona i myslę, że należałby jej się urlop?- zasugerowałam dyrowi, na co ten odparł
 - Pomyślę nad tym pani Marie'o, a ty młoda nie szukaj sobie problemów.- dodał, po czym odszedł. - Później mi pani podziękuje.- oznajmiłam, na co ta się zarumieniła i odeszła
- No proszę, proszę. Nie wiedziałam, że masz takie ustawki z dyrem.- poowiedziała po czym podeszła do Harrego i się do niego przytuliła, a mi się zwracało moje śniadanie
.- Ile ci płaci?- ta beszczelna suka zawsze musi się wpierdalać tam gdzie jej nie chcą.
 - Zamknij się szmato albo ci pomogę. Nie jestem dziwką tak jak ty.- podczas mówienia tych słów patrzyłam na Stylesa, myslę, że zrozumiał mój przekaz
 - Najpierw Harry, potem Ted, teraz dyro. Ciekawe kto jeszcze?- zaśmiała się zdzirowato. Nie wytrzymałam. Podeszłam do niej i dałam jej prosto w ryj gtak mocno, że aż odwróciła jej się głowa w bok, a ona tylko złapała sie za policzek i zaczęła pocierac bolące miejsce..
 - Uderzyłaś mnie!- krzykneła oburzona
- No brawo! Mogę jeszce raz, jeżeli chcesz. Dobrze ci radzę, trzymaj się z daleka ode mnie, moich przyjaciół i Harrego bo ci nogi z dupy powyrywam zdziro!- po wypowiedzeniu tych słow, wszyscy się na mnie patrzyli, a ja olewając to odeszłam. Muszę ochłonąć po czymś takim. Nie wierzę, że uderzyłam ją przy wszystkich, ale tak szczerze to należało się jej. Szłam w zdłuż jeziora. Woda była tak spokojna, że nie mogłam oderwać od niej wzroku. Też bym tak chciała, żeby moje życie było tak spokojne i poukładane jak ona. Jednak ono jest bardziej jak rzeka, porywcze i płynące z prądem. I pomimo tego, że chcę iść pod prąd to nie mogę, bo coś ciągle mi nie pozwala. Nienawidzę tego, że mam zawsze na swojej drodze jakieś przeszkody, które muszę pokonać, żeby zmierzyć się z innymi przeszkodami. Dlaczego nie mogę być wreszcie szczęsliwa w tym pierdolonym życiu?!
 - Bo na świecie nie ma czegoś takiego jak szczęście.- gwałtownie się odwróciłam, żeby zobaczyć, kto przeszkadza mi w moich przemyśleniach. Zadziwił mnie widok, który zobaczyłam.
 - Po co przyszedłeś?- zapytałam oschle, po czym on usiadł obok mnie na trawie
- Nie musisz być taka niemiła.- warknął na mnie, przez co lekko podskoczyłam
- Muszę.- odpowiedziałam takim samym tonem co wczdesniej. Z jednej strony nienawidze go i nie chcę, żeby tu był, a z drugiej pragnę jego osoby najbardziej i potrzebuję go. Zapadła cisza, była bardzo niezręczna. Nawet nie wiem o czym z nim rozmawiać, dlatego postanowiłam wrócić do poprzedniej czynności. Jest bardziej niezręcznie niż myslałam, ale jak widać Harry się w ogóle tym nie przejmuje. Siedzieliśmy tak jeszcze z pół godzin, aż wreszcie się odezwał.
- Chodż, musimy już się zbierać.- pocałował mnie w policzek, po czym podał mi rękę, żebym mogła wstać. Była bardziej niż zdezorientowana. O co tu do cholery chodzi? Zbierać się? Ale gdzie? I czemu on do kurwy nędzy mnie pocałował? Ja pierdziele, zwariuje tu. Zignorowałam jego gest i sama wstałam, co mu się oczywiście nie podobało, ale miałam to w dupie. Nie oglądając się za siebie poszłam prosto w kierunku mojego namiotu.
 - Co tu się kurwa dzieje?! Gdzie my idziemy?! I czemu Styles mnie pocałował?!- wparowałam do środka i zalałam dziewczyny tysiącami pytań.
- Wow, woow, WOW! Czekaj chwilę czika. Jak to cię pocałował?- oczywiście spośród tylu pytań wybrałą to najmniej ważne.
- No normalnie. Siedzielismy i on nagle powiedział, że musimy się zbierać, a potem mnie pocałował w policzek i tyle. Ale to jest najmniej znacząca część tego wszystkiego. Gdzie się zbieramy?
 - Robimy wycieczkę do miasta, no wiesz zwiedzanie i wg. Będziemy chodzić sami, albo w grupie. Będzie można iść coś zjeść...
- Albo iść na zakupy!- przerwała Ciarze Pezz
- Czemu ja zawsze dowiaduję się o wszystkim ostatnia? Dobra nie ważne.- siedziałysmy tak jeszcze chwilę i plotkowałysmy, gdy do głowy wpadł mi pewien pomysł, mozliwe, że dziecinny, ale mi sie podobał.
- Ja znam to spojrzeenie.- odezwała się moja bliźniaczka- I ono nie wróży nic dobrego.
 - Oh, zamknij się klonie!- krzyknełam i zuciłam w nia żartobliwie poduszką.
- Mam plan i to całkiem niezły plan.
 - Jaki?- zapytała Ash
- Zobaczycie.- odparłam.- A teraz musze sę przyszykować.- oznajmiłam, po czym zajęłam sie moim wyglądem. Zrobiłam sobię fryzurę jak Ariana Grande, czyli spięłam trochę włosów na górze głowy w kucyka, a resztę pozostawiłam rozpuszczonę, po czym je delikatnie pofalowałam, co dawało wspaniały efekt z moim niewinnym makijażem składającym się z tuszu, delikatnej szminki o kolorze pudrowego różu i korektora w niektórych miejscach. Po skonczeniu mojej twarzy przeszłam do ubrań z czym miałam większy problem. Postanowiłam, że wybiorę cos seksownego a za razem niewinnego. Moja stylizacja składała się z białych, obcisłych spodni, które były o rozmiar mniejsze, ale mi sie podobały, do nich dobrałam czarny top, na który zarzuciłam bordowy, niezapinany sweter w czarne wzory. Całlość dopełniały równiez bordowe koturny z odkrytymi palcami.


 Szczerze mówiąc końcowy efekt cholernie mi sie podobał. Na codzień tak się nie ubieram, ale raz na jakiś czas można.
 - Kurwa suko, wyglądasz tak seksownie, że gdybym miała czym to teraz najchętniej bym cię przeleciała.- skomentowała Edwards, gdy tylko im się pokazałam.
- Dzięki pipo.
- Czekaj, czekaj, jeżeli się tak wystroiłaś to na sto procent miałaś jakis konkretny powód.- podsumowała Ciara
- Nie prawda.- skłmałam z tajemniczym uśmieszkiem.- Ja po prostu chciałam ładnie wyglądać i tyle.- dodałam niewinnie.
- Oczywiście, a ja to kurwa Madonna jestem. Weź mi tu nie ściemniaj Mag.- powiedziała naburmuszona brunetka.
 - Dobra, koniec tego dobrego baby! Czas sie zabawić.- krzyknęła Ash, po czym wszystkie cztery wyszłysmy z namiotu.
 - Stone, wychodzimy do miasta, a nie do nocnego klubu.- skomentowała pani Wund
 - Całkiem niezła riposta, jednak jeszcze duzo pani brakuję, żeby być na moim poziomie.- odwdzięczyłam sie , po czym puściłam do niej oczko. Gdy tylko doszłyśmy do całej grupy, oczywiście dołączyłysmy do chłopców.
- Witam moje panie.- przywitał sie Lou, na co każda z nas wybuchła śmiechem, ale także każda dała mu całusa jak zwykle. Spojrzałam w strone Harrego, który stał oparty o drzewo i grzebał coś w swoim telefonie, chyba wyczuł mój wzrok na sobie, bo także na mnie spojrzał. Oczywiście od razu odwróciłam zwrok, ale wiedziałam, że on nadal spogląda na moją osobe.
...nieszczerze się usmiechnał...
- Dobra, słuchajcie. Jestesmy już wszyscy, więc małe zorganizowanie. Jedziemy do miasta gdzie będziecie mieli swobodę, idziecie gdzie tylko sobie tam chcecie, ale sa pewnie zasady: 1. Nie pakujecie się w żadne kłopoty 2. Absolutny zakaz sporzywania alkocholu 3. Każdy ma wrócić do 1:00, jeżeli zobaczę, że kogoś nie będzie w namiocie, ta osoba dostanie naganę jak tylko wrocimy do szkoły. Wszyscy zrozumieli?- każdy odpowiedział od niechcenia "tak" - To się tyczy najbardziej ciebie Stone i pana, panie Styles. Obserwuje was.- wskazała na nasza dwójkę, po czym Harry sie tylko do niej sztucznie usmiechnął, a ja nie wytrzymałam i zaczełam się śmiać.
Po krótkiej przemowie wycho, zaczeliśmy  się zbierać do autokaru. Siedzieliśmy tak jak wcześniej, więc mogłam juz teraz zacząć zabawę. Haroldzie, przygotuj się na cudowny wieczór...



                                          
Ban shee:*

*********************************************************************************
10 komentarz = Rozdział
Zapraszam na bloga tej oto panny: https://plus.google.com/u/0/114152789861429254810/posts
BLOG : http://liam-wspomnienia-bola-najbardziej.blogspot.com/2015/07/chapter-8_31.html

wtorek, 28 lipca 2015

Rozdział 18

*Nad ranem* Po otworzeniu mych, zaspanych paczajków uświadomiłam sobie, że jestem sama w tym opustoszałym namiocie. Zapewne zaspałam na śniadanie i obiad albo coś, gdy tylko odnalazłam swój telefon okaząło się, że jest po 12 a ja będę miała opierdol od nauczycielki. Zajebiście kurwa! No ale cóż, na przypale albo wcale , jak to mówią. Podniosłam swój delikatny tyłeczek, wzięłam jakies pierwsze, lepsze ubrania i nie śpiesząc się za bardzo ubrałam je na siebie. Po skończeniu ogarniania się byłam już ubrana i uczesana, postanowiłam nie malować się dzisiaj, bo...w sumie nie ma konkretnego powodu, po prostu jestem zbyt leniwa, żeby to zrobić.
- Panno Stone czy wiesz, która jest godzina? Poza tym jesteś na wycieczce szkolnej, więć obowiązują cię jakieś zasady.- usłyszałam, gdy tylko wyszłam z namiotu.
- Do prawdy?- odpowiedziałam tak bardzo sztucznie, że aż sama w to nie uwieżyłam
- To może zamiast grzać sobie siedzenie i popijając kawkę, powinna mnie pani obudzić, albo olać to tak jak to właśnie pani zrobiłą i odpierdolić się?! Nie mam ochoty z panią rozmawiać, dlatego proszę wybaczyć, ale udam się w stronę moich towarzyszy.- przykleiłam do twarzy sztuczny uśmiech i już chciałam odejśc, gdy... - Jak ty się w ogóle odzywasz Madie? Trochę szacunku mi się należy, jestem w końcu twoją wychowawczynią do jasnej cholery!- wywrzeszczała mi w twarz, co w prawdzie kompletnie mnie nie ruszyło.
- Może i pani jest a może i nie, co za różnica? Mam dość tej konwersacji z panią, ponieważ hmm...jest ona nudna. Nie rusza mnie ani jedno pani słowo. I może jestem beszczelna i chamska oraz nie mam szacunku i takie tam, ale szczerze? W ogóle mnie to nie rusza, i powiem pani jeszcze jedno, ten makijaż jest tak okropny jak moja babcia tańcząca techno na weselu ciotki Peper, koszmarny widok. Miłego dnia!- i odeszłam, wreszcie! Prawdopodobnie będę miała przejebane, ale chrzanić to.
- No proszę! Nasza śpiąca królewna postanowiła przebudzić się ze swojego 100-letniego snu. Królewicz cię pocałował maleńka?- powitał mnie Lou
- Nie, bardziej przyśniło mi się, że ty mnie pocałowałeś, co było okropniejsze niż całowanie żaby, więc sam rozumiesz, musiałam się obudzić.- odwdzięczyłam się brunetowi, na co wszyscy wybuchli śmiechem, a Lou sie obraził.
- Miałaś pewnie opierdol od nauczycielki, co?- zapytał Nini
- W sumie to nwm, dla mnie to nie był opierdol, ale ona chyba uważa inaczej. W sumie to ja jej pocisnęłam bardziej niż ona mi, ale mniejsza z tym. Ominęło mnie coś?- wszyscy nagle zamilkli, dziwne? Nie dla mnie.
- No już, powiedzcie o co chodzi bo wkurwia mnie ta cisza.- powiedziałam po chwili.
- No bo...jest taka sytuacja, że...- odezwał się Zayn, na co Pezz dała mu kuksańca w żebra.
- WidzieliśmyjakHarrycałowałsięzVictorią!- wydusił na jednym tchu Nialler. Ta wiadomość mnie z szokowała? Nie. Zabolała? Tak.
- No cóż...Co mnie to w ogóle obchodzi?! Przecież zerwalismy, więc może robić co chce, kompletnie mnie to nie obchodzi.- kłamałam, kłamałam jak z nut, bo tak na prawdę obchodzi mnie i to bardzo, ale przecież nie mogłam się do tego przyznać, nie przed wszystkimi.
- Mag? Na pewno wszystko w porządku?- spytała ostrożnie Ciara
- Oczywiście, że tak. - odpowiedziałam na czym zakonczylam temat. ************************************************************************************************************************************************* Przepraszam, za długą nieobecność, ale nie mogłam się pozbierać jakoś, jednak postanowiłam wrócić już chyba a dobre, dlatego zachcam do czytania i pozdrawiam :* Ban shee:*

sobota, 30 maja 2015

Rozdział 17

* JAKIŚ CZAS PÓŹNIEJ*
Siedzę właśnie w autokarze i jedziemy na camping. Moje aktualne miejsce pobytu to siedzenia na samym tyle, wiecie, te obok siebie. Lou, Harry, ja, Pezz i Zaza. Tak, wiem. Mam najgorsze miejsce z nas wszystkich, ale inaczej się nie dało. No cóż, muszę jakoś przeżyć. Nie jesteśmy razem dopiero 2 tygodnie zachowuje się tak jakby mnie tu w ogóle nie było. Od czasy do czasu jedynie zerknie w moja stronę, ale to wszystko. Włorzyłam słuchawki do uszu, puściłam muzykę na maxa i rozłorzyłam się wygodnie na siedzeniu. Ułożyłam głowe na kolanach Pezz, a kolana musiałam podkulić, bo pan nie tykaj mnie kurwa Styles mi raczej się pozwoli położyć ich na swoich kolanach.
- Czeko się tak kręcisz czika?- zapytała blondyna
- Bo mi noga wbija się w plecy.- odpowiedziałam, a wszyscy w śmiech- To nie jest śmieszne downy.- oznajmiłam "ofuczona" po czym sama zaczęłam się śmiać.
- To nie możesz wyprostować tych nóg?- wtrącił się Lou
- Ciekawe jak mądralo?- zapytałam z sarkazmem.
- Na przykład tak.- chwycił moje nogi w kostkach i rozłorzył je na kolanach Hazzy. Spojrzałam z zaciekawieniem na bruneta, w oczekiwaniu na jego reakcje. Ten tylko spojrzał na mnie przelotnie, poprawił moje kończyny, żeby się nie zsuwały i dalej robił coś na telefonie. Zdziwiła mnie jego reakcja, ale nie przejmowałam się tym zbyt długo. Zamknęłam oczy i dałam się ponieść muzyce.

*
Leniwie otworzyłam moje, zaspane oczy. Słońce ostro pizgało mi w oczy, więc postanowiłam, że się podniosę do pozycji siedzącej. Rozejrzałam się po autokarze, ale  świeciło pustkami.
- Poszli do KFC.- przestraszyłam się trochę, więc spojrzałam w prawo. Na siedzeniu obok mnie, siedział Harry i nadal grzebał coś w telefonie. Aha?- pomyślałam
- Okej. A ty czemu nie poszedłeś? - zapytałam, żeby przełamać ciszę, której nienawidziłam.
- Nie jestem głodny.- odparł, nawet na mnie nie patrząc.
- Możesz chociaż na mnie popatrzeć?! - kolejne pytanie padło z moich ust. Denerwowało mnie jego zachowanie.
- O co ci chodzi?
- O co ci chodzi? - spojrzał się, jakbym powiedziała coś strasznie głupiego. - Przecież sama powiedziałaś, że to koniec. A jak koniec, to chyba koniec, nie? Więc nie rozumiem do końca, co masz na myśli.
- Mógłbyś chociaż ze mną porozmawiać.
- Ale po co?- zapytał po raz kolejny w tej minucie - Powiedz tylko po co?- bo chcę, żebyś na mnie patrzył, rozmawiał, zawracał uwagę, bo Cię Kocham idioto!- krzyczałam w myślach. Moje serce bolało z każda sekundą coraz bardziej, ale nie mogę tego okazać. Nic już nie odpowiedziałam. Odwróciłam się w stronę okna, podkuliłam nogi i patrzyłam przed siebie. Ta cała sytuacja między nami jest dla mnie cholernie trudna. Wiem doskonale, że to ja chciałam tej "przerwy", ale tak jest lepiej. To wszystko poszło za szybko. Żadne z nas, nie potrafiło/chciało tego zatrzymywać. Tęsknie za nim cholernie, ale jestem bezradna. Nie mogę nic zrobić. Przecież nie podejdę do niego i nie powiem mu Tęsknię za tobą, wróć do mnie i chodźmy się pieprzyć. - prowadziłam wewnętrzny monolog. Chcę mu powiedzieć te wszystkie rzeczy, ale nie mogę.

*

Dojechaliśmy na miejsce jakąś godzinę temu, ale nadal stoimy w punkcie rozkładania namiotów. Ja jestem razem z Pezz, Ash i Ciarą. Możemy mieć mieszane grupy między klasami, więc się cieszę, że mogę być razem z dziewczynami. Oczywiście chłopaki byli razem w namiocie, ale nie mam pojęcia jak się tam pomieszczą w piątkę.
- Nie! To ja chcę być z Harrym!- o wilku mowa. Z oddali było słychać wydzierającego się Louisa. Wymieniłam porozumiewawcze spojrzenia z Pezz i obie wkroczyłyśmy do akcji, zostawiając dziewczyny, walczące z tym cholerstwem, w którym mamy spać.
- Ja z nim będę i koniec!- odkrzyknął Nialler.
- Ej.- wtrąciłam się, a oni mnie totalnie z ignorowali.- EJ!- wydarłam się już o wiele głośniej, a oni łaskawie na mnie spojrzeli.- Co wy odwalacie do jasnej cholery?- zapytałam.
- Bo ja chce być z Hazzą, a Niall mówi, że to on z nim będzie. Powiedz mu coś!- rozkazał mi Lou.
- Eh...Jak dzieci.- powiedziałyśmy w tym, samym czasie z Perrie.- Czy nie możecie się po prostu zamienić namiotami z nami?- zaproponowałam, a blondyna spojrzała na mnie zdziwiona moimi poczynaniami.
- Dlaczego akurat z wami?- wtrącił się Harry
- Może dlatego, że jest nas tylko cztery, a mamy 6-osobowy namiot?- odpowiedziałam takim samym tonem jak on.
- Czyli chcesz nam powiedzieć, że...- zaczął, ale nie skończył Zayn
- Że my się pomieścimy w waszym, a wy w naszym będziecie mieć luz i trochę przestrzeni. - oznajmiłam i na tym skończyliśmy temat.

Siedzimy właśnie przy ognisku i pieczemy kiełbaski. Nasza grupka (ja, Pezz i Zayn, Lou, Nialler, Liam i Harry) usadowiła się trochę z boku, a reszta grup ze sobą. Nastała cisza, wszyscy siedzieli w milczeniu i po mału zaczynało mnie to wkurwiać. Nagle ktoś z tyłu puścił melodię do See You Again, za co byłam mu bardzo wdzięczna. WŁĄCZ!!! 
It's been a long day, without you my friend... And I'll tell you all about it when I see you again... - zaczął Harry (wyobraźcie sobie, że to śpiewa Harold) więc postanowiłam się do niego przyłączyć. Potem dołączyli się już wszyscy i było świetnie. Całe ognisko zaczęło śpiewać tą, pięknał piosenkę.

Po skończonej czynności i zjedzonych kiełbaskach rozeszliśmy się do swoich pokoi ( czytaj namiotów ).
- Dobra, to ja pierwsza idę się "umyć"- oznajmiłam dziewczynom. - nasza wieczorna toaleta wygląda mniej, więcej tak : idziemy do jeziora i tam się myjemy i wg ;-; Masakra! Oczywiście chłopcy i dziewczyny oddzielnie.

Ban shee:*












sobota, 23 maja 2015

Rozdział 16

Weszłam do szkoły i oczywiście otrzymałam wiele ciekawskich spojrzeń w moją stronę.się głupio na mnie gapili.
- I czego się gapisz suko?!- naskoczyłam na blond szmatę (czytaj Victoria). Szłam dalej przez korytarz, nie przejmując się tymi idiotami, którzy mnie otaczają. Doszłam do swojej szafki, w której zostawiłam nie potrzebne mi książki.
- To prawda, że zerwałaś z Harrym?- podbiegła do mnie Pezz i zaczęła wypytywać o tego kutasa.
- Tak. To wszystko było za szybko. Musimy zwolnić i to bardzo zwolnić.
- Ale dlaczego?- nadal dopytywała biała.
- Tak wyszło. Nie chcę już o tym rozmawiać. - przyjaciółka zgodziła się i już miałyśmy odchodzić, gdy coś, a raczej ktoś nas zatrzymał.
- Słyszałem, że jesteś już wolna. Co, Styles się Tobą znudził?- zakpił Ted- A może nie zaspokajałaś go wystarczająco?- znowu ten śmiech.
- Posłuchaj mnie ciemnoto. Nie twój zasrany interes. Odpierdol się ode mnie.- chciałam odejść, ale przycisnął mnie do szafki.
- Może i Styles cię nie chciał, ale ja z chęcią wezmę. Pociągasz mnie i dobrze o tym wiesz.- zilustrował mnie wzrokiem od góry do dołu.
- Ale ty mnie nie padalcu jebany. Wolałabym wpaść pod pociąg niż dotykać twojego kutasa jebaku. Spierdalaj i trzymaj się ode mnie z daleka!- odepchnęłam go i razem z Edwards odeszłyśmy do swoich klas.

Właśnie mam chemię. Siedzę z Ash i się wygłupiamy. Nie interesują mnie za bardzo roztwory  wodne i takie tam. Ta wariatka narysowała mi w zeszycie penisa i podpisała "to Zac'a" na co ja wybuchłam niepohamowanym śmiechem.
- Panno Stone. Może mi pani powiedzieć, co jest takie śmieszne?- zapytała retorycznie nauczycielka. Wstałam i udzieliłam odpowiedzi jak na dobrą uczennice przystało.
- Oczywiście, że mogę. Otóż, dokładnie tu- wskazałam na miejsce, gdzie było dzieło brunetki- znajduje się narząd płciowy mężczyzny.
- I to jest takie śmieszne?- spytała rozdrażniona chemiczka
- Nie. Najśmieszniejsze z tego jest podpis pod tym kutasem. Nie przeczytam go, ponieważ naruszyłabym czyjąś już naruszoną prywatność.- odpowiedziałam dość miło jak na mnie.
- Usiądź i skup się na lekcji.- nakazała. Wykonałam jej polecenie.

*
Jest długa przerwy i siedzimy ze wszystkimi na boisku szkolnym. Pogoda jest przepiękna. Cieplutko i słonecznie. Tak jak lubię.
- Ej! Suko, kiedy ty masz urodziny?- zapytała moja "cudowna" przyjaciółka Perrie Edward.
- Ej! Suko, za dwa tygodnie.- odpowiedziałam jej taka samo,na co ta się zaśmiała.
~ Dlaczego?
- Co?! Tak szybko?- zapytała z przerażeniem w głosie.
-Nooo.- odrzekłam i oparłam ręce na ziemi za plecami, a głowę odchyliłam w stronę słońca- Ale spoko, i tak nie wyprawiam.
- Dlaczego?- zapytał zawiedziony Nialler
- Po co? Żeby się napić i dostać parę prezentów? Nie warto, poza tym to tylko moje 17 urodziny. Starzeje się. Nie ma powodu do świętowania.- wytłumaczyłam blondaskowi i powróciłam do poprzedniej czynności.
Nikt już nie ciągnął tematu. Nagle Louis zjadł ostatnie ciastko, które na leżało do Pezz. To nie skończy się dobrze dla chłopaka. Wszyscy wiedzą, że ciastek Edward się nie podjada.
- Masz 3 sekundy na ucieczkę.- poinstruowała go blondynka, prze czym zabijała go wzrokiem. Tommo zerwał się do ucieczki. Ganiali się po całym boisku, a ludzi patrzyli na nich wzrokiem " pojebało?". Wszyscy tarzaliśmy się po ziemi ze śmiechu. Zayn dławił się śliną a Liam nie mógł oddychać. Wreszcie dziewczynie udało się złapać Tommlinsona i kazała mu wypluć słodycz,a ten przybiegł do mnie i schował się za moim ciałem.
- Ratuj!! Koteczku ty mój, ratuuuj!- histeryzował Louis.
- Wypluj.to.ciastko!- nalegała.
-Ludzie! Ogarnijcie dupy, ale już!- wydarłam się na nich.- Ty- wskazałam na BooBear'a - Nie podjadaj jej więcej ciastek, a Ty- tym razem na Pezz -  Nie każ mu tego wypluwać. Serio tego chcesz?- zapytałam retorycznie.

Do końca przerwy byli spokojni. Nagle dzwonek, oznajmiający powrót do klas, aby poszerzać swoją wiedzę.

Matma, Historia, Angielski i Religia jakoś zleciały. Teraz tylko wychowawcza, potem trening i do domu.Usiadłam jak zawsze z Ciarą. Tera rzadko ją widuję. Od kąt zaczęła spotykać się z Hendersonem w ogóle się nie widzimy. Cały swój, wolny czas poświęca mu. Nie chodzi o to, żeby się przestali spotykać, tylko chciałabym, że też ze mną trochę czasu spędziła. Nawet jak jest w domu to, albo z nim pisze, albo gada, albo to on jest u nas. Ciągle zajęci sobą.
- Moi, kochani uczniowie. Mam dla was dobrą wiadomość. Uwaga, jedziemy na wycieczkę!- oznajmiła entuzjastycznie, a moja cudowna klasa nie przejęła się tym, co powiedziała wychowawczyni.- Dobrze, widzę, że nie jesteście tym zachwyceni. Jak mówiłam,jedziemy na wycieczkę. Będzie ona trwała  9 dni, czyli prawie tydzień. Wyjeżdżamy za dwa tygodnie.- tak szybko?
- Powie pani, gdzie w ogóle jedziemy?- odezwał się ktoś z tyłu.
- Oczywiście. A więc, wybieramy się na camping w góry, do lasu.
- Jedziemy sami?- zapytałam.
- Nie. Jadą z nami jeszcze dwie klasy, 1e i 2a.- ta druga klasa to klasa, w której jest Harry i reszta. Nie chcę, żeby jechał z nami. To bezie najgorszy wyjazd w moim życiu.
Mój uśmiech wyrażał tylko jedno : że będzie zabawnie, i to bardzo 3;)



Ban shee :*











niedziela, 10 maja 2015

Rozdział 15


Zajechałam pod mój dom. Musze się przebrać z tych ciuchów bo już mi nie dobrze od tego różu.
- Zaczekaj na mnie.- oznajmiłam krótko i weszłam do środka. Od razu ruszyłam  stronę swojego pokoju. Na szczęście nie było nikogo w środku,bo nie miałam ochoty z nikim się widzieć. Wyjęłam z szafy jakieś wygodne ciuchy i pozostając w sypialni przebrałam się.


Gotowa do wyjścia, wzięłam tylko telefon do kieszeni, zamknęłam drzwi i wróciłam do samochodu. Harry pytał się gdzie jedziemy, ale nic nie odpowiadałam, bo sama dokładnie nie wiedziałam dokąd zmierzamy. Przypomniałam sobie o spokojnym miejscu, które kiedyś odkryłam przez przypadek. Jest to urwisko nad miastem, z którego mamy cudowny widok na cały Londyn. 
Po chwili byliśmy już na miejscu. Zaparkowałam kilka metrów przed przepaścią i wysiadłam z samochodu. Usadowiłam swój tyłeczek na masce auta, a Harry zgapił mój ruch i znalazł się obok mnie. Nie rozmawialiśmy, nie robiliśmy zbędnych rzeczy, tylko siedzieliśmy otoczeni błogą ciszą. Mogłabym tak siedzieć godzinami, jednak uznałam, że należą się jakieś wyjaśnienia Stylesowi.
- 16 lat temu, moja mam mieszkała sama w NY. Szalała, chodziła po klubach, po prostu się dobrze bawiła. Pewnego wieczoru poznała w klubie Dona. Świetnie się dogadywali. Kilka dni później byli "razem". Podobno czuła się szczęśliwa z nim, więc doszło do czegoś więcej. Opowiadała mi, że był cudownym facetem, jednak czar prysł, gdy tylko mama powiedziała mu o ciąży. Don nie chciał dziecka, a my byłyśmy wpadką, więc postanowił zwiać. Wyjechał do innego kraju. Nie dawał znaku życia. Mama pozbierała się po rozstaniu. Urodziła nas, sama wychowywał do 10 roku życia, aż nie poznała taty. Zakochali się w sobie i razem zamieszkali. Dorastałyśmy w NY razem z Zackie i rodzicami. Wszystko było dobrze, do czasu. Tata założył firmę w Londynie, a mama tam. Wyjechał a Zac z nim..- przerwałam opowiadać, ponieważ stwierdziłam, że więcej nie musi wiedzieć.

Harry milczał, a mnie zaczęło to niepokoić i pomału wkurwiać. Nagle, jakby nigdy nic, zaczął mnie całować co mi się w ogóle nie podobało.
- Przestań! Styles do jasnej cholery odpierdol się!- odepchnęłam go i...spoliczkowałam. Spojrzałam na niego przerażona, bo nie chciałam tego zrobić. To był impuls.
- Przepraszam, nie chciałam.
patrzyłam się na niego jak oniemiała.
- Spierdalaj dziwko!- krzyknął. Patrzyłam mu się prosto w oczy....no nie wierzę.
- Brałeś. Harry, brałeś prochy!- patrzyłam się na niego jak oniemiała.
- Ne prawda! Nic nie brałem!- zaprzeczał.
- Prawda. Masz całe czerwone oczy!- zaczął iść w moją stronę a ja zaczęłam się cofać do tyłu. Nie powiem, przez moment ogarnął mnie strach, ale wiem, że nic mi nie zrobi, nawet jak jest naćpany.
- Zamknij się!- podniósł rękę i chciał mnie uderzyć, ale się odsunęłam.
- To koniec!- odkrzyknęłam mu na pożegnanie.
Sprawnie go wyminęłam i wskoczyłam do samochodu. Odjechałam z piskiem opon. Łzy leciały mi strumieniami z oczu. Ja mu się zwierzam, a on nie dość, że naćpany to jeszcze zaczął się do mnie przystawiać. Idiota!Obejrzałam się do tyłu, aby zobaczyć czy idzie za mną, ale nie szedł. To niedaleko miasta, więc poradzi sobie z powrotem do domu. Zna Londyn lepiej ode mnie, więc da radę.

Po 20 minutach byłam już w domu. Wcześniej odstawiłam samochód Harrego pod jego dom, żeby nie musiał tu przyłazić po niego.  Wbiegłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko. Jednak miałam rację. To wszystko jest za szybko. Musimy zwolnić i to ostro. Potrzebna mi przerwa. Nie mogę tak dłużej. Kocham go, ale on musi się ogarnąć to po pierwsze, a po drugie musimy zwolnić, ze wszystkim. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
- Jeżeli to ty mamo to nie masz tu czego szukać, więc lepiej wypierdalaj.- pukanie nie ustało.
- Jeżeli to ty Zac, to nie wiem kto zjadł ostatniego pączka, więc się odpierdol!- no i znowu pukanie nie ustało.
- A jeżeli toja?- zza drzwi wychyliła się Ciara.
- Jak musisz to wejdź, ale szybko.- odburknęłam. Położyła się obok mnie na łóżku i przytuliła.
- Co się stało Mad?- spytała.
- Harry się stał.- odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Co z nim?Coś zrobił?
- W pewnym sensie. Dzisiaj pod szkołę podjechał Don i chciał z nim rozmawiać, ale się wtrąciłam i zeszło na nasz temat. Po wykłócałam się z nim trochę, a Hazz milczał. Potem odjechaliśmy z pod szkoły i pojechaliśmy trochę za miasto żeby porozmawiać. Zaczęła mu wszystko opowiadać i jak już skończyłam to on dziwnie milczał...- opowiedziała jej całe zdarzenia z przed pół godziny. Po wysłuchaniu całego monologu była w ogromnym szoku.
- Nie pierdol!
- Serio. Dlatego postanowiłam, że potrzebuję przerwy. To wszystko jest o wiele za szybko. Puki co to koniec, a potem się zobaczy.- odparłam pewna tego co mówię.
- Jesteś pewna, że tego chcesz?- spytała Ciara
- Jak nigdy. Tak będzie lepiej. Skończmy już ten temat. Lepiej opowiadaj co tam u Ciebie i Luke'a?
- Myślę, że dobrze. Pomału nam się układa. Chodzimy na spacery, do kina, na kolację. Spędzamy razem dużo czasu. Jednym słowem jest świetnie.- uśmiechnęłam się do niej i wtuliłam. W taki sposób usnęłyśmy.

~*~

Budzik zadzwonił punk 7:00. Spojrzałam w bok i ujrzałam pustą połowę łóżka. Ciara pewnie wstała wcześniej, jak zawsze. Podniosłam się i ruszyłam do łazienki. Umyłam głowę arbuzowym szamponem i dokładnie spłukałam. Odświeżona, wysuszyłam włosy i wyprostowałam, po czym spięłam w kucyk. Zrobiłam dość mocny makijaż, a usta pomalowałam krwiście czerwoną szminką. 


Gotowa, zeszłam na dół. Wrzuciłam do torebki jabłko i butelkę wody, po czym wyszłam z domu. Pogoda była wymarzona jak na Londyn, świeciło słońce i było bardzo ciepło. Założyłam okulary na nos, włożyłam słuchawki do uszu i pochłonięta muzyką ruszyłam przed siebie. 

Poczułam czyjąś dłoń na swoim ramieniu. Na początku się przestraszyłam, ale te perfumy mówiły wszystko. 
- Chyba musimy porozmawiać.- odezwał się pierwszy i obrócił mnie w swoją stronę.
- No chyba nie. Ja już ci wszystko powiedziałam.
- Posłuchaj mnie...
- Nie! To ty mnie posłuchaj panie Ja wszystko mogę Styles. Zaczęłam Ci się zwierzać z mojej przeszłości, a Ty nie dość, że miałeś to w dupie to byłeś naćpany, i zacząłeś mnie obmacywać. Nie chcę takich rzeczy. Dlatego robimy sobie przerwę, bo to idzie stanowczo za szybko. Rozłąka dobrze nam zrobi. - odpowiedziałam.
- W kulki sobie lecisz, czy co?! Popierdoliło Cię?!- wykrzyczał.
- Chyba Ciebie debilu! To jest moje ostatnie słowo! My do siebie nie pasujemy i tyle!- odkrzyknęłam.
- Najwidoczniej!- odburknął i poszedł w swoją stronę. Ja też zaczęłam iść. Odwróciłam się , aby zobaczyć czy już poszedł, ale on tez się na mnie patrzył. 
(...) też się na mnie patrzył

Ban shee:*



sobota, 2 maja 2015

Rozdział 14 "Komplikacje"

- Co ty tu robisz?!- zapytałam zdenerwowana.
- Nie rozmawiam z tobą!- odwarknął
- Ale ja z Tobą tak! Możesz mi do cholery powiedzieć co tu robisz?! Nikt cię tu nie zapraszał!
- Grzeczniej. Jestem twoim ojcem i masz się zwracać do mnie z szacunkiem!
~Jestem twoim ojcem i masz się zwracać do mnie z szacunkiem~

Zamurowało mnie. Jak on tak może!
- Ojcem?! Ty się śmiesz nazywać moim ojcem?! Gdy tylko dowiedziałeś się, że mama jest z tobą w ciąży zostawiłeś ją i wyjechałeś z kraju. Nigdy nie interesowałeś się mną, moją siostrą i mamą. Nie było cię, gdy potrzebowałam twojej bliskości. Nigdy nie zadzwoniłeś, nie napisałeś smsa, nie złożyłeś życzeń urodzinowych. Nie zrobiłeś NIC. I teraz zjawiasz się z dupy i mówisz, że jesteś moim ojcem?! Nigdy nim nie będziesz, rozumiesz?! Nigdy! Nienawidzę cie z całego serca!- zalana łzami, odwróciłam się i chciałam odejść.
- Zaczekaj. To prawda, nie bylem dobrym ojcem...
- W ogóle nim nie byłeś.- przerwałam mu.
Nie znasz mnie i nigdy nie poznasz.
 Nic o mnie nie wiesz i się niczego nie dowiesz.
- Ale chcę to naprawić. Zrozumiałem, że rodzina jest najważniejsza. Daj mi szansę.- patrzyłam się na niego z nie dowierzaniem. On sobie jaja robi, czy co?!
- Słuchaj mnie uważnie, bo drugi raz nie powtórzę. Nie znasz mnie i nigdy nie poznasz. Nic o mnie nie wiesz i się niczego nie dowiesz.- byłam zła i przygnębiona. Zjawia się po 16 latach i chce udawać cudownego tatuśka, ale tak nie będzie. Zostawił mnie, a ja nie chcę mu dawać drugiej szansy. Jest dobrze, tak jak jest i nie chcę nic zmieniać. On myśli, że jak przyjedzie i powie, że żałuje t będzie wszystko w porządku, ale tak nie będzie. Miałam już odejść, jednak coś nie dawało mi spokoju.
- Skąd znasz Harrego?
- Ty tak serio?!- zapytał "tata"
- A wyglądam kurwa jakbym żartowała?!- odwarknęłam.
- Długa historia, kiedyś ci opowiem. Po prostu trzymaj się od niego z daleka. - on sobie w kulki leci kurwa, czy jak?! Psychol jebany. Co on sobie w ogóle wyobraża?!
- Czy ty się w ogóle słyszysz?! Zabieraj swoje manatki i wypierdalaj stąd!- złapałam bruneta za rękę i poszliśmy na  parking. Chłopak cały czas milczał, co mnie dziwiło. Skąd oni się w ogóle znają?  czym ja nie wiem? Zatrzymałam się przy samochodzie lokowatego.
- Harry? Co się dzieje?
- Nic.- odparł sucho.
- Nie wkurwiaj mnie lepiej. Skąd się znacie? Czemu mój "ojciec" mnie tak ostrzegał?
- To nic ważnego. Stare historie i nie ważne. Nie przejmuj się tym.-  coraz bardziej mi się to nie podoba. On coś ukrywa, a ja się dowiem co. Wsiadłam ze strony kierowcy do środka.
- Wsiadaj Styles.- zrobił co kazałam.
- Gdzie jedziemy?- zapytał.
- To się okaże.- odpowiedziałam i ruszyłam z piskiem opon z pod szkoły. Jak na dzisiaj starczy tej nauki. Musze się oderwać od tego wszystkiego. Za dużo jak na jeden dzień. Przed chwilą pogodziłam się z Harrym to teraz mój ojciec nie wiadomo po co się wpierdala i wszystko komplikuje.

Ban shee:*